Co?
Noc polskiej komedii
Gdzie?
Dziedziniec Domu Nauczyciela w Wilnie, ul. Vilniaus 39
Kiedy?
14 sierpnia, piątek, od godz. 20.00
Projekcja filmów:
- „Seksmisja” 1984 (Juliusz Machulski)
- „Miś” 1980 (Stanisław Bareja)
- „Hydrozagadka” 1970 (Andrzej Kondratiuk)
- „Kingsajz” 1987 (Juliusz Machulski)
1. Seksmisja (1984)
(czas trwania 120 min)
Reżyseria: Juliusz Machulski
Scenariusz: Paweł Hajný , Jolanta Hartwig-Sosnowska
Zdjęcia: Jerzy Łukaszewicz
Muzyka: Henryk Kuźniak
Opis:
Jedno z niepisanych praw rządzących życiem artystycznym mówi, że po efektownym debiucie tylko nieliczni osiągają podobny efekt przy drugim podejściu. Dotyczy to zarówno literatury, muzyki, jak i filmu. Juliusz Machulski miał debiut błyskotliwy. W wieku zaledwie 26 lat, w 1981 roku zaprezentował się kinowej publiczności jako autor "Vabanku" - zabawnego pastiszu filmu gangsterskiego. Zebrał znakomite recenzje, został obwołany "objawieniem polskiego kina", po czym...zamilkł. Na jego kolejny utwór trzeba było czekać aż trzy lata. Reżyser, znając "prawo drugiego podejścia", przygotowywał się do niego bardzo starannie. Wytężona praca przyniosła pożądany efekt. Kiedy w 1984 roku na ekranach kin pojawiła się "Seksmisja", z miejsca podbiła tak widzów, jak i krytyków. Zrealizowana w konwencji science fiction stanowiła modelowy przykład perfekcyjnego filmu komercyjnego, zawierającego zarazem kilka głębszych refleksji. Machulskiemu udało się połączyć potężny ładunek komizmu z satyrą na totalitaryzm i feminizm. Pozwoliło to krytykom doszukiwać się w "Seksmisji" wpływów zarówno "Ambasadora" Sławomira Mrożka, "Miasta kobiet" Felliniego, jak i sztuki "Pralnia" Stanisława Tyma. Powinowactw wynaleziono zresztą więcej. Inteligencja Machulskiego uchroniła go jednak od zarzutów wtórności i plagiatorstwa. Przeciwnie - "Seksmisja" jawi się jako twór oryginalny, opatrzony niebanalną, dowcipną (i tanią!) scenografią; zaskakuje znakomitymi dialogami i mistrzowsko skonstruowanym scenariuszem. Osobnym zagadnieniem jest aktorstwo, zwłaszcza fenomenalna rola Jerzego Stuhra jako rubasznego Maksa i kontrastująca z nią kreacja Olgierda Łukaszewicza jako mimozowatego Alberta. Trudno wreszcie nie wspomnieć o wizualnych walorach filmu, określonych przez tematykę i tytuł. Machulski wiedział, jak przyciągnąć męską widownię, obficie eksponując piękno kobiecego ciała. I choć w "Seksmisji" golizna pojawia się na ekranie dość często, trudno byłoby reżysera oskarżać o pornograficzne zapędy. Zbyt wiele tu humoru, bezpretensjonalności i błazenady.
Akcja filmu rozpoczyna się w sierpniu 1991 roku. Telewizja transmituje epokowy eksperyment. Maks i Albert, dwaj śmiałkowie, dobrowolnie poddają się hibernacji. Budzą się dopiero w roku 2044. Od opiekującej się nimi doktor Lamii dowiadują się, że w czasie ich snu wybuchła na Ziemi wojna nuklearna. Jednym z jej efektów było całkowite zniszczenie genów męskich, w związku z czym są obecnie prawdopodobnie jedynymi mężczyznami na planecie. Co innego z kobietami. Te dzięki partenogenezie od dawna rodzą same dziewczynki. Maks i Albert są zaszokowani. Niebawem wszakże uświadamiają sobie, że żyją w całkowicie sztucznym, ulokowanym pod ziemią świecie, a na domiar złego stali się królikami doświadczalnymi w rękach ciekawych ich odmienności niewiast. Ich obecność budzi coraz większy niepokój Jej Ekscelencji, pełniącej dyktatorską władzę w "nowym, wspaniałym świecie". Wkrótce Maks i Albert przekonują się, że tak naprawdę znajdują się w więzieniu. Niewiele myśląc, postanawiają wydostać się na wolność. Pierwsza próba ucieczki kończy się niepowodzeniem, zbiegowie mają być poddani zabiegowi naturalizacji. Nieoczekiwanie przychodzi im z pomocą doktor Lamia Reno, która przeczuwa, że mężczyźni mogą sprawić kobietom nie tylko kłopoty, ale też przyjemność. Razem z Lamią i śledzącą ich Emmą wydostają się na powierzchnię, gdzie wbrew oficjalnym oświadczeniom kwitnie normalne życie. Wszystko okazuje się mistyfikacją, stworzoną przez mężczyznę impotenta (Jej Ekscelencja). Albert i Maks dokonują w "wylęgarni noworodków" biologicznego sabotażu, na skutek czego rodzi się zamiast dziewczynki pierwszy chłopczyk.
2. Miś (1980)
(czas trwania 111 min)
Reżyseria: Stanisław Bareja
Współpraca reżyserska: Michał Dudziewicz, Stanisław Tym, Agnieszka Arnold, Małgorzata Dobrzyńska
Scenariusz: Stanisław Bareja, Stanisław Tym
Dialogi: Stanisław Bareja, Stanisław Tym
Zdjęcia: Zdzisław Kaczmarek
Współpraca operatorska: Piotr Jaszczuk, Jerzy Tomczuk, Henryk Janas
Scenografia: Halina Dobrowolska
Współpraca scenograficzna: Ryszard Bartczak, Jan Szwagrzyk
Dekoracja wnętrz: Wiesława Chojkowska
Kostiumy: Milena Celińska
Współpraca kostiumograficzna: Irena Iwaniuk
Muzyka: Jerzy Derfel
Dyrygent: Jerzy Derfel
Dźwięk: Michał Żarnecki
Współpraca dźwiękowa: Igor Pogorzelski, Tadeusz Wosiński
Opis:
Prezes klubu sportowego "Tęcza", Ryszard Ochódzki zwany Misiem, ma wyjechać do Londynu. Zostaje jednak zatrzymany, bo z jego paszportu wyrwano kilka kartek. Ochódzki podejrzewa żonę Irenę, która chciała uniemożliwić, a przynajmniej opóźnić jego wyjazd i dotrzeć do Londynu przed nim. Małżonkowie założyli bowiem przed laty konto w jednym z londyńskich banków. Odejście Ireny zmusiło ich do podzielenia posiadanych dóbr. Pieniędzmi zdeponowanymi za granicą żadne z nich nie chce się jednak dzielić z drugą stroną. Całą sumę zagarnie więc ten, kto pierwszy dotrze nad Tamizę. Ochódzki nie poddaje się jednak łatwo i usiłuje wszelkimi sposobami udaremnić plan małżonki, a jednocześnie zdobyć dla siebie inny paszport. Film powstał w przełomowym okresie najnowszej polskiej historii, kiedy nagle okazało się, że śmiać się można już niemal ze wszystkiego. Tym trudniej było więc wymyślić coś, co rozbawiłoby publiczność. Ale chociaż upadła większość wcześniejszych tabu, nieodmiennie groteskowa pozostała otaczająca nas rzeczywistość. Stanisław Bareja i Stanisław Tym (autor scenariusza) wymyślili więc nieco zawiłą historyjkę o Rysiu-Misiu rywalizującym zachłannie z eksmałżonką o grubą forsę zdeponowaną za granicą, ale opowiastka służy głównie jako pretekst do ukazania wielu nonsensów swojskiej codzienności przełomu lat 70. i 80. Są więc w filmie kpiny z nierozgarniętych milicjantów, przedrzeźnianie piosenkarzy z kołobrzeskich festiwali, szydzenie z imprez rozrywkowych dedykowanych "ludziom Do-Ro", groteskowe parodie urzędniczych rytuałów albo zachowań w placówkach zbiorowego żywienia, gdzie talerze przyśrubowane są do blatu stolika, a łyżki przykute doń wspólnym, przesuwającym się w rytm jedzenia łańcuchem. Na tle tego idiotycznego świata pojawia się problem tzw. tworzenia nowej tradycji. Sztuczność tego rodzaju zabiegów nieźle uosabia w "Misiu" noworodek nazwany pokracznie "Tradycja". Kapitalna jest też scena uroczystego wręczania paszportu przy folklorystycznych hopsach. Ale to już problem nie na komedię i świadomi tego realizatorzy stawiają go w finale filmu całkiem serio, w tonacji podniosło-lirycznej, łącząc piosenkowy komentarz z wizyjną fantastyką.
3. Hydrozagadka (1970)
(czas trwania 70 min)
Reżyseria: Andrzej Kondratiuk
Współpraca reżyserska: Andrzej Wróbel, Bogumiła Byczkowska, Magdalena Stelmaszczyk
Scenariusz: Andrzej Bonarski, Andrzej Kondratiuk
Zdjęcia: Zygmunt Samosiuk
Współpraca operatorska: Kazimierz Madejski, Zbigniew Napiórkowski, Mieczysław Kozaczyk
Scenografia: Jarosław Świtoniak
Współpraca scenograficzna: Jerzy Zieliński, Bogdan Niemira, Michał Sulkiewicz
Kostiumy: Joanna Radzka, Alicja Ptaszyńska
Muzyka: Waldemar Kazanecki
Dźwięk: Jan Czerwiński
Współpraca dźwiękowa: Tadeusz Wosiński
Montaż: Jadwiga Zajicek
Opis:
Tytułową zagadką jest niewytłumaczalne znikanie wody w Warszawie podczas największych upałów. Nad jej rozwiązaniem biedzi się naukowiec, profesor Milczarek (Wieslaw Michnikowski). Pomaga mu nieustraszony detektyw As (Józef Nowak), który podejmuje nierówną walkę z tajemniczym, demonicznym przeciwnikiem, sprawcą całej wodnej afery. Trop prowadzi najpierw do ciemnego typa zwanego Plamą, a potem do egzotycznego Maharadży. Swoją telewizyjną komedię Andrzej Kondratuik utrzymał w konwencji groteski i parodii znanych filmów sensacyjnych i opowieści komiksowych. Większość gagów, postaci i humorystycznych sytuacji widzowie znają już z ekranów. Reżyser zadbał o to, by trzymać publiczność w napięciu, ale też zaserwować jej sporą dawkę rozrywki. Jest więc w filmie taniec brzucha i mężczyzna pojawiający się niespodziewanie w haremie, a także komiczny Maharadża Kaburu, którego odtwarza niezrównany Roman Kłosowski.
4. Kingsajz (1987)
(czas trwania 104 min)
Reżyseria: Juliusz Machulski
Reżyser II: Bożena Michalska, Krzysztof Rogala
Asystent reżysera: Paweł Pluciński, Leszek Rybarczyk
Scenariusz: Jolanta Hartwig, Juliusz Machulski
Dialogi: Juliusz Machulski
Zdjęcia: Jerzy Łukaszewicz
Operator kamery: Zdzisław Najda, Jerzy Łukaszewicz
Asystent operatora obrazu: Eugeniusz Gawrysiak, Zbigniew Gajzler
Współpraca operatorska: Marcin Sznajder
Oświetlenie: Stanisław Matuszewski, Florian Tulibacki, Waldemar Kończalik, M Jankowski, P Leśniak, Dariusz Grzywacz
Scenografia: Janusz Sosnowski
Realizacja nagrań: Beata Jankowska, Rafał Paczkowski, Marceli Latoszek
Dźwięk: Marek Wronko
Asystent operatora dźwięku: Ryszard Jankowski
Współpraca dźwiękowa: Włodzimierz Wiśniewski
Imitator dźwięku: Henryk Zastróżny
Mikrofoniarz: Wojciech Lorek
Montaż: Mirosława Garlicka
Opis:
W podziemiach Instytutu Badań Czwartorzędu istnieje nikomu nie znana kraina zwana Szuflandią. Jak sama nazwa wskazuje, jej pejzaż tworzą głównie szuflady, segregatory i inne atrybuty biurowo-urzędniczej rzeczywistości. Panuje tu nadszyszkownik Kilkujadek - odpowiednik współczesnego krasnoludka, metodami władzy różniący się jednak zasadniczo od króla Ćwieczka. Kilkujadek z pomocą zaufanej świty trzyma swoich "kumotrów" za twarz, by przypadkiem żaden z nich nie wykrył tajemnicy kingsajzu. Pod tą tajemniczą nazwą kryje się eliksir, pozwalający krasnoludkowi zyskać rozmiary człowieka ("king size" - królewski rozmiar) i zamieszkać w krainie ludzi, obfitującej w wolność, kobiety i inne atrakcje. Przypadek sprawia, że alchemik Adaś samodzielnie uzyskuje "kingsajz". Wypija go, przenosi się do ludzkiego świata i...nie bardzo chce wracać. Tymczasem podwładni Kilkujadka odkrywają tajemnicę domorosłego uczonego. Rozgniewany nie na żarty dyktator wysyła swych siepaczy, by sprowadzili Adasia z powrotem. Na pomoc wyrusza jego przyjaciel, Olo, wraz z piękną Alą, projektantką mody, która - jak się okaże - jest córką krasnoludka. Przed laty pozostał on w Kingsajzie i odkrył cudowne działanie Polo-cocty. Z zemsty Kilkujadek zamienił go w królika . . . Po wielu przygodach ojciec Ali wraca do ludzkiej postaci, Olo z Adasiem wracają do Kingsajzu. Lecz kiedy razem z Alą jadą pociągiem, z przerażeniem spostrzegaja za oknem wielką twarz dziecka. "Kingsajz" jest czwartą komedią Juliusza Machulskiego. Poprzednie - minicykl "Vabank" i "Vabank II" oraz "Seksmisja" - spotkały się z aplauzem krytyki i publiczności. Ich twórca zyskał zaś opinię reżysera, który w atrakcyjnej formie kina popularnego potrafi powiedzieć rzeczy ważne i niebłahe. "Kingsajz" potwierdził słuszność tej opinii. Stał się jednak również znakiem, że pomysły fabularne Machulskiego powoli zatracają pierwotną świeżość, a twórca zaczyna cytować samego siebie. Mimo to nowy film autora "Seksmisji" spotkał się z przychylnością publiczności, a i wśród recenzentów znalazło się sporo takich, którym przypadł do gustu. Wskazywano na jego związki z nurtem tzw. utopii negatywnej (m.in. "Podróże Guliwera" Jonathana Swifta, "Rok 1984" Orwella) oraz pełną czarnego humoru twórczością Sławomira Mrożka. Jak celnie ujął to jeden z krytyków, Machulski opowiedział tym razem historię "wesołą, a ogromnie przez to smutną". Z ironią potraktował nie tylko dogorywający wówczas w Polsce totalitaryzm, ale i samego siebie, czego dowodzi ostatnia, zaskakująca, scena filmu.
Partnerzy:






Program




